poniedziałek, 12 czerwca 2017

♥ ULUBIENCY MAJA ♥

Maj minął mi w tempie ekspresowym i nim się obejrzałam mamy prawie połowę czerwca. Na początku chciałam Was przeprosić za moją ostatnią, niemal zerową, aktywność na mediach społecznościowych. Zdecydowanie najbardziej kradnącą mi czas rzeczą jest sesja i wszystkie zaliczenia. Jeśli czytają mnie tu jakieś studentki to na pewno wiedzą jak wygląda koniec semestru. Na szczęście wszystko powoli dobiega już końca i już niedługo będę mogła do Was wrócić. Nie przyszłam Wam tu jednak narzekać, a raczej chciałabym pochwalić co umiliło mi ostatni intensywny miesiąc. Zapraszam więc dalej :)



Zacznijmy od pielęgnacji. W ubiegłym miesiącu szczególnie pokochałam 3 rzeczy. Po pierwsze Żel Aloesowy naszej rodzimej firmy GorVita. Skład idzie w parze z wydajnością i świetną ceną. Bardzo lubię używać go do masek, nakładać grubszą warstwę na noc jako serum lub do łagodzenia podrażnień. Ten żel jest idealną opcją dla cery problematycznej, bo absolutnie ani trochę jej nie obciąża. Daje niesamowite uczucie odświeżenia i ukojenia. Produkt jest bardzo wielofunkcyjny i myślę, że znajdzie zastosowanie u każdej kobiety.



Z Igenii pokochałam dwa produkty, które od samego początku przyciągnęły moją uwagę. Niesamowitym kosmetykiem okazało się Active Face Serum z ekstraktem ze śluzu ślimaka. Wbrew pozorom produkt nie jest z tych, które ślimaka mają jedynie w śladowej ilości. Tutaj mamy do czynienia ze ślimakiem z prawdziwego zdarzenia. Ekstrakt znajduje się zaraz na początku składu przez co możemy czerpać jak z niego najwięcej. Serum jest niesamowicie leciutkie i idealne do problematycznej cery.

Kolejną rzeczą, która skradła moje serce z firmy Igenii jest Cleansing Oil. Bardzo lubię zmywać twarz olejkami, a takie rozwiązanie jest dla mnie rewelacyjne. Czasami tradycyjne OMC staje się uciążliwe z powodu konieczności ciągłego prania ściereczek i maksymalnego dbania o higienę. W tym olejku zastosowano bardzo fajne rozwiązanie: na początku używamy olejku tradycyjnie czyli masując twarz, następnie zwilżamy dłonie i emulgujemy twarz. Olejek zmienia się w emulsję, która później zmywa się bezproblemowo. Skóra pozostaje bardzo dobre oczyszczona w delikatny sposób.


Kolorówka w ubiegłym miesiącu owocowała w dwóch ulubieńców. Po pierwsze Pro Foundation Mixer White z NYXa. Mój poprzedni ulubieniec- Kobo został wycofany więc byłam zmuszona do zakupu czegoś innego gdyż 90% podkładów jest dla mnie za ciemna. Jestem niesamowicie zadowolona, że wreszcie zmobilizowałam się do zakupu tego kosmetyku (i to w zapasie!). Według mnie rozjaśniacz jest lepszy niż ten z Kobo. Jest jakby bardziej skoncentrowany i ma mocniejszy pigment dzięki któremu zyskujemy na wydajności produktu.

Rzęsy, które podbiły moje serce od pierwszego wejrzenia to Eylure numerek 141 z serii Exaggerate. Ten model to rzęsy, które potrafią zrobić cały makijaż. Rzęsy są niesamowicie długie i leciutkie. Wbrew pozorom wyglądają dość naturalnie choć nie jest to nomakeupowy look. Nie dają bardzo dramatycznego efektu, jednak nie każdy będzie się w nich dobrze czuć. Zważając na ich lekkość lubię je nosić na co dzień. Potrafią dodać całemu makijażowi wyrazu.


Wyjątkowo w tych ulubieńcach pojawią się również kosmetyki do dłoni. Po pierwsze niesamowicie pachnący krem do rąk z Indigo Richness Hand Cream Love Story. Zapach pachnie nieoczywiście jak luksusowe perfumy. Bardzo szybko się wchłania i przede wszystkim ma bardzo wygodne i duże opakowanie. Opakowanie z pompkąidealnie sprawdza się do położenia na szafce nocnej. Ten krem sprawia, że kremowanie dłoni stało się bardzo przyjemną i relaksującą czynnością w ciągu dnia.

Kolejnym ulubieńcem z kategorii paznokciowej stała się polerka -Diamond Shine z Indigo dedykowana do manicure masłem shea. Mani jest świetnym rozwiązaniem dla zniszczonych i kruchych paznokci. Jest też fajną opcją dla osób, które często noszą hybrydę lub żel i chcą sobie zregenerować płytkę w przerwie pomiędzy nowymi pazurkami. Pilnik ma dwie strony dzięki czemu jest on jedynym narzędziem które wystarczy nam do wykonania mani.

Ostatnim dość dziwnym ulubieńcem ubiegłego miesiąca stał się spirytus salicylowy, u mnie z firmy Vitana. Używałam go jako cleaner przed nałożeniem tradycyjnego lakieru do paznokci. Bez użycia żadnego odtłuszczacza, lakier trzymał mi się max dzień, po użyciu spirytusu trzymał się jak szalony około tydzień(!). Lakier trzymał się prawie jak hybryda. Byłam w wielkim szoku, że tak prosty produkt kosmetyczny może ogarnąć moje problemy z odpryskującymi i nietrwałymi lakierami.


Co skradlo Wasze serca w Maju?

11 komentarzy:

  1. Uwielbiam kremy Indigo za uch zapachy:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo lubię produkty z aloesem w składzie :)

    OdpowiedzUsuń
  3. W zasadzie większości produktów nie znam ale krem od Indigo uwielbiam, dokładnie tą samą wersję zapachową mam u siebie, a raczej jej końcówkę ;) Mi służył również jako balsam do ciała ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. U mnie było też trochę tych produktów, żel aloesowy Holika Holika polubiłam i jestem ciekawa czy ten tak samo by się sprawdził :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Koniec semestru rozumiem (piszę ten komentarz po dzisiejszym egzaminie) :) Ja używam żelu aloesowego Holika Holika i bardzo go lubię. Ten też zamierzam przetestować, jestem ciekawa, czy będą się sporo różnić.

    OdpowiedzUsuń
  6. Wszystko poza kremem Indigo to dla mnie nowości! 😊

    OdpowiedzUsuń
  7. Sporo osób narzeka na NYX :/

    OdpowiedzUsuń
  8. Prawie same znajome produkty! ;)

    Serum i olejek też uwieeelbiam!

    A krem z Indigo nadal towarzyszy mi każdego wieczora, mam w zapachu raspberry love. Świetny jest, jak większość produktów tej marki. ;)

    A do rzęs zamówiłam właśnie klej, więc ostro będę trenować klejenie! ^^

    OdpowiedzUsuń
  9. Kocham rzęsy Eylure *_* aczkolwiek preferuję numer 143 :)

    OdpowiedzUsuń

Bardzo miło że wpadłaś. Koniecznie zostaw coś po sobie, a jeśli mnie obserwujesz daj znać a na pewno wpadnę do Ciebie w wolnej chwili.