środa, 25 maja 2016

HIT czy KIT : Color Tattoo Maybelline

Jakiś czas temu marka Maybelline wprowadziła do polskich drogerii kremowe cienie, które skradły serce nie jednej kobiety. Te malutkie słoiczki są zdecydowanie pierwsza rzeczą która przychodzi mi na myśl gdy słyszę nazwę tej firmy. Stały się one swego rodzaju wizytówką firmy. Czy rzeczywiście tatuażowe cienie porywają tłumy? Sprawdźmy...



 _______________________________________________________________________________
Od producenta: 
Długotrwały, 24-godzinny efekt koloru, który imituje trwałość tatuażu i intensywność tuszu. 
Odważ się nosić kolor!

Pokochasz za:
• Wyjątkowa formuła intensywnie nasyca spojrzenie kolorem do 24H* 
• Łatwa aplikacja w 2 krokach: nanieś punktowo cień na powiekę, a następnie uzupełnij od wewnętrznego do zewnętrznego kącika oka 
• Szeroki wachlarz klasycznych, neutralnych odcieni oraz najmodniejszych kolorów, prosto ze światowych wybiegów 
*Samoocena w grupie 104 kobiet
• Nasz najtrwalszy, wyjątkowy cień o konsystencji kremu-żelu 
________________________________________________________________________________

Kolory, które posiadam w swojej kolekcji to : Creme De Rose i słynny Permanent Taupe.
Jeśli chodzi o gamę kolorystyczną to nie ma się co czepiać bo znajdziemy wiele kolorów o wykończeniu świecącym i matowym.


Opakowanie : Poręczny niewielki słoiczek z odkręcaną zakrętką. Na zakrętkach umieszczona jest naklejka, której tło imituje kolor znajdujący się w środku, jak dla mnie ułatwia to poruszanie się po kosmetyczce kiedy produktów z tej serii mamy więcej. Dodatkowo na opakowaniu znajduje się przezroczysta banderola, która upewnia nas, że produkt nie był wcześniej otwierany.

Zapach: przy normalnym użytkowaniu niewyczuwalny.


Creme De Rose

To bardzo wielofunkcyjny i przyjemny produkt. Możemy go śmiało używać jako bazę pod cienie; świetnie trzyma je na miejscu, lekko wyrównuje koloryt powieki, nie ma nachalnego koloru więc nie będzie widać 'placków' w miejscu gdzie go nałożymy, cienie fajnie się na nim blendują. Kolor jest nieco skórzany, ale można zbudować jego intensywność. Można nim nieco naprawić za ciemny makijaż oka lub niedociągnięcia. Fajnie współgra z cieniami suchymi.

 


Permanent Taupe

Cień bardzo popularny w blogosferze jako pomada do brwi. Co prawda do brwi sprawdza się nieźle, ale trzeba na niego uważać. Gdy nałożymy go w miejsce gdzie włoski są, to fajnie się wtapia, jednak jeśli chcemy uzupełnić jakiś ubytek lub brak łatwo z nim przesadzić i zrobić sobie szarą kreskę. Tak, szarą bo właśnie w taki kolor wpada ten cień. Do tego warto dodać, że nie jest to cień matowy. Drobinki jednak nie rzucają się w oczy a produkt naprawdę można fajnie rozblendować i wtedy jego kolor jest chłodnym brązem. 

Tak wypada na tle moich innych produktów do brwi:


Wydajność : Jest ok. Efekt można budować, od słabszej intensywności po całkiem mocną, ale nie potrzeba używać w tym celu dużej ilośći produktu. Pigmentacja jest w porządku.

Trwałość : Rzeczywiście jeśli chodzi o ten aspekt nie mam nic do zarzucenia tym produktom. Cały dzień bez żadnych poprawek wytrzymują na spokojnie.


Cena: ok.26zł/4g 

Podsumowując : Cena może nieco odstraszać, ale za produkt tak wielofunkcyjny myślę, że warto. Ponadto często można go upolować na promocjach. Jeśli jednak chodzi o inne kolory to myślę, że za pełnowartościową cenę bym się nie skusiła bo za jeden cień 26 zł to nieco dużo. Te kolory są jednak na tyle wszechstronne i uniwersalne że ich zakupu nie żałuje.




Lubicie cienie w takiej formie?
Skusilam Was czy wrecz przeciwnie?


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz