sobota, 16 kwietnia 2016

#1 .Uwaga Bubel - Liquid Metal Eye Shadow Oriflame



Cześć słoneczka!
Dzisiaj sobie trochę ponarzekamy. Podczas przedświątecznych porządków znalazło się całkiem sporo produktów które rzuciłam w kąt kosmetyczki i niepotrzebnie zabierały mi w niej miejsce. Postanowiłam więc wrzucić te wszystkie niewypały do jednego pudełka i podzielić się z Wami moimi kosmetycznymi rozczarowaniami. Na początku podkreślę, że nie lubię od razu skreślać kosmetyków, wielokrotnie daje im kilka szans, sprawdzam je w różnych warunkach lub po prostu gdy się nie sprawdzają w roli tego co określa producent szukam im innego zastosowania. Zazwyczaj nie daje Wam jasno odczuć mojego stanowiska bo jak wiadomo każdy ma trochę inne potrzeby i wymagania od kosmetyków. Są jednak takie które są jedną wielką porażką i na które po prostu szkoda pieniędzy. Ten cykl postów (tak na pewno będzie ich więcej) będzie o produktach które zawiodły na całej linii i nie nadają się zupełnie do niczego. Zapraszam! :)


Bohaterem dzisiejszego postu jest Liquid Metal Eye Shadow z serii The One od Oriflame




Zacznijmy od tego co o kosmetyku mówi sam producent:

Na opakowaniu cienia nie znajdziemy żadnego opisu ani składu. Przejdźmy więc na polską stronę producenta który nie pokusił się o polską wersję opisów.

Generalnie producent zapewnia nas, że produkt jest intensywny, dobrze napigmentowany i bardzo trwały oraz odporny na rozmazywanie. Dodatkowo mamy informacje, że produkt ma wygodny aplikatorem, jego konsystencja jest kremowa, a połysk metaliczny.



Przejdźmy do składu: Parafina i parabeny obecne.








Dlaczego się nie polubiliśmy? 

Przez zapewnienia producenta produkt miał u mnie wysoko postawioną poprzeczkę. Kolor w opakowaniu wydawał się dość interesujący jednak po przetestowaniu go na ręce miałam bardzo mieszane uczucia. Gdy wreszcie nałożyłam go na powiekę byłam bardzo rozczarowana. Produkt bardzo szybko zastyga przez co rozblendowanie go to nie lada wyzwanie. Okej, trzeba zrobić to bardzo szybko. Ale co z tego jak produkt zostawia dokładne granice i ślad gdzie został zaaplikowany, a jedyne co się rozciera to błyszczące drobinki. Myślę, że przy tych jasnych kolorach jeszcze jakoś mogłoby to przejść, ale przy ciemnym nie ma szans.






Jeśli naprawdę mocno się postaramy i wykonamy
blendowanie w ciągu zaledwie kilku sekund granica będzie mniejsza, ale większość pigmentu zniknie i zostaną błyszczące drobinki.

Kolejny minus to fakt, że zmywa się to tragicznie. Przy zaaplikowaniu na rękę musiałam kilka razy myć mleczkiem i trzeć, wyobraźcie sobie jak by to wyglądało na powiece. Dodam, że produkt barwi skórę. Jak się można domyślić przy tym wariancie kolorystycznym wygląda to jak siniak. Świetny efekt, nieprawdaż? (aparat niestety nie uchwycił tego tak dobrze).




Coś czego nie polubiłam w tym kosmetyku to jego zapach przypominający zapach pachnących cienkopisów (tzw, żelkowych) lub markerów w kolorze fioletowym. Jest to okropnie sztuczny zapach w stylu jagodowym ( jeśli znacie ten zapach to wiecie o co mi chodzi) . Ugh. Ten zapach sie nie ulatnia, poważnie.

Cena takiego 'cacka' - 30zł/szt

Na koniec chciałabym dodać, że to są moje obiektywne odczucia , wasze mogą być zupełnie inne ;)

Z produktem się żegnamy i mam nadzieję, że ostrzegłam Was przed niepotrzebną stratą pieniędzy.



Dajcie znać co u Was się okazało kosmetyczną katastrofą ;)
















Brak komentarzy:

Prześlij komentarz